Modraszek bagniczek

Miedziany leżał sobie na łące z kapeluszem zasuniętym na twarz, żując źdźbło trawy i wsłuchując się w wszechobecne leniwe bzyczenie. Planował kolejną podróż, kiedy zamiast ciepłych promieni letniego słońca poczuł okrywający go cień. Jednym palcem przesunął kapelusz na czoło i spod półprzymkniętych powiek sypnął wesołymi iskierkami w stronę Modraszka, który zasłonił mu słońce. Motyl zamrugał długimi rzęsami i zapytał:

– dlaczego ludzie chcą łapać motyle? przecież nie przeżyjemy w niewoli, jesteśmy po to, by wirować w słońcu.

Miedziany uśmiechnął się:

– to dlatego, że ludzie nie potrafią otrzymywać

– ale jak to?! przecież właśnie chcą brać i brać

– mylisz się mój mały przyjacielu, ludzie nie potrafią brać, zostali nauczeni by zagarniać

Motyl zamyślił się: czyli powinni nauczyć się przyjmować dary?

Miedziany roześmiał się tym razem głośno: och tak, to zmieniłoby całą ziemię… Modraszek roześmiał się również i śpiewając pod nosem „zagarniam promienie, zagarniam promienie, zagarniam promyczki” wzniósł się spiralnie w stronę słońca.