Witaj na krawędzi świata, który tętni życiem tuż pod naszymi stopami. Tam, gdzie szept trzcin spotyka się z ciszą toni, a każda kropla wody skrywa pradawną historię.
Miedziany przemierzał nieśpiesznie mokradła, gdy najpierw usłyszał cichutki płacz a chwilę później ujrzał białoszarego duszka siedzącego na zmurszałym pniu zanurzonym w nieruchomej tafli wody. Podszedł bliżej i duszek przestał zawodzić a spojrzał tylko na wędrowca bardzo mokrymi oczami.
Miedziany przystanął i zapytał o powód tak wielkiego smutku.
Duszek nabrał spazmatycznie powietrza i wyjąkał cichutkim drżącym głosikiem: „- bo nie mam pogody”.
Miedziany osłupiał, przecież pogoda była wszędzie. I na dodatek zawsze. Przecież każdy wie, że pogoda jest, bo tak jest zbudowany świat, może być lepsza lub gorsza, ale jest. Przez chwilę myślał o tym, jak to wytłumaczyć temu eterycznemu nieszczęśnikowi, ale zbyt dużo słów do niego przychodziło a zbyt mało sensu.
Westchnął więc tylko i zapytał: „- czy mogę w takim razie posiedzieć przy tobie?”. Duszek w mgnieniu oka poderwał się w górę, uśmiechnął szeroko i zawołał „dziękuję!!! Nie mam już czasu na siedzenie, lecę rozpylać mgłę!”.
Miedziany znów się ogromnie zadziwił, ale po chwili uśmiechnął się czule i zawołał w dal za znikającą już nad trzęsawiskiem srebrzystą postacią: „Dobrego dnia przyjacielu! Pogody duszka!”.
